Game of dice

Someone once told me that life is a bit like a game of dice in which we choose how we want to throw cubes. We can try to play according to accepted rules and throw our cubes in a specific field, or – knowing that it is really our only game – we can add dots where it’s necessary on the cubes and play according to your own rules. A few years ago I played according to the adopted rules. I did what I was prepared for my whole life. Sometimes it went bad, sometimes good, but in the end […]

Continue Reading

O Brother, Where Art Thou?

It’s a stereotypical American restaurant. A long bar, where single people chat with waitresses, some cooks from Russia and Mexico exchange their remarks on the meals that are being prepared. Every now and then someone comes in and out. Almost all tables are taken, so I sit at the bar and drink a black coffee, with a refill as always. There’s that elderly man who reads the local newspaper, next to him just a single cheeseburger with fries and a wrinkled napkin. Some people talk, but most care only about the cleanliness of their cell screen. I just walked a […]

Continue Reading

Scars

Ana is 25 years old. She is a slim, very pretty girl with some nice tattoos on her body, a quiet smile on her face and scars on her hand. We are standing at the reception of one of the hostels in Costa Rica, when I point out to those scars and ask ‘Where are they from?‘. Equal set of several scars on the wrist, they look like cut from a knife or other sharp object. ‘When I was in 3rd class, in primary school, I was a victim of bullying‘ she said. This confirmed my initial thoughts that Ana […]

Continue Reading

Latynoska Ameryka w zdjęciach

Zgodnie z obietnicą zamieszczam pierwsze zdjęcia z mojego wyjazdu. Nie spodziewajcie się fajerwerków, nie są to zdjęcia po przeróbkach – wrzucam tu wszystkie te ujęcia, które mi się podobały. Pod koniec wyjazdu wrzucę galerię zdjęć, które – moim zdaniem – wyszły najlepiej. W międzyczasie zapraszam wszystkim zdjęciolubnych na Instagrama – link znajdziecie po prawej stronie! —

Continue Reading

Gdy ‘nejsional* ekspres kołcz’ nawala

W drodze na lotnisko pierwsza niespodzianka. Autobus znalazłem taki, żeby być na lotnisku co najmniej dwie godziny przed zamknięciem bramek bagażowych. NIestety Londyn stwierdził, ze tak łatwo się mnie nie pozbędzie i wezwał do mobilizacji wszelkie stworzenie boskie, które rozsiał w ramach plagi jedenastej (bo Londyn zawsze wszystko więcej, lepiej i mocniej!) w samochodach, wypadkach i pracach drogowych (planowanych miedzy godzina 13 a 15, just in case). Dotarłem zatem tak, że mi bramkę zamknęli dwie minuty wcześniej. Cóż począć. Polecę przez Nowy Jork! Yo! Pozdrawiam wesoło z Gatwick! 🙂 Ps. Lot opóźniony o dwie godziny. Dobra robota Londynie! Ale nie […]

Continue Reading