Game of dice

Someone once told me that life is a bit like a game of dice in which we choose how we want to throw cubes. We can try to play according to accepted rules and throw our cubes in a specific field, or – knowing that it is really our only game – we can add dots where it’s necessary on the cubes and play according to your own rules. A few years ago I played according to the adopted rules. I did what I was prepared for my whole life. Sometimes it went bad, sometimes good, but in the end […]

Continue Reading

O Brother, Where Art Thou?

It’s a stereotypical American restaurant. A long bar, where single people chat with waitresses, some cooks from Russia and Mexico exchange their remarks on the meals that are being prepared. Every now and then someone comes in and out. Almost all tables are taken, so I sit at the bar and drink a black coffee, with a refill as always. There’s that elderly man who reads the local newspaper, next to him just a single cheeseburger with fries and a wrinkled napkin. Some people talk, but most care only about the cleanliness of their cell screen. I just walked a […]

Continue Reading

Zbitek myśli z Kalifornii

To stereotypowa restauracja amerykańska. Długi bar, przy którym pojedyńcze osoby gawędzą z kelnerkami, kucharze z Rosji i Meksyku wymieniają się uwagami na temat przygotowywanych potraw. Co chwile ktoś wchodzi i wychodzi. Prawie wszystkie stoliki sa zajęte, więc siadam przy barze i pije – z dolewką – czarną kawę. Obok mnie starszy pan czyta lokalna gazetę, obok niego niedojedzony cheeseburger z frytkami i pomięta serwetka. Niektórzy ludzie rozmawiają, ale większość dba o czystość ekranu swojej komórki. Przeszedłem kilkanaście kilometrów wzdłuż San Diego Bay i spotkałem ledwie garstkę ludzie bez telefonu w ręce. Łykam kawę i wyciągam komórkę, żeby spisać kilka myśli. […]

Continue Reading

Kostarykańczyk

– Pierwszy raz jak pojechałem do Stanów to dostałem pół roku. Pół roku! Bo wsiadłem i miałem kilka piw za sobą. Tutaj mogę jechać na bani, mogę mieć i promil i nikt nie zareaguje. A jak zareaguje to siup – 40 dolarów i już sprawa załatwiona. Albo 200 dolarów i mnie tu nie było. A tam byłem drugi raz i dostałem znów pół roku. I jak mnie złapał, to mu daję 200 dolarów i mówię, żeby sprawę załatwić. Ten na mnie patrzy i mi mówi, żebym uważnie przemyślał swoje słowa i czy oby na pewno oferuje mu łapówkę. No to […]

Continue Reading

Kolejny dzień

Spłakane twarze i cisza. Miasto straciło swój koloryt, dziś to tylko wydmuszka barw. Pejzaż malowany szaro-czarną farbą. Dziewczyny z kuchni po cichu wycierają oczy. Barykada zatarasowała całe drzwi, powoli budujemy mur. Nikaragua po raz kolejny otwiera drzwi agresji, po raz pierwszy jednak od czasów, gdy Apple sprzedawał swoje pierwsze komputery. Ale to tylko jedna twarz dzisiejszego poranka. Prezydenckie przemówienie niby niewiele zmienia, ale jednak zmienia wszystko. Powoli w szarzyznę wkradają się pierwsze oznaki optymizmu. ‘To wszystko zmienia’ mówi mi Freddy, chłopak od wszystkiego w tym hotelu. Nie do końca chce mi się wierzyć, mając na uwadze to co działo się […]

Continue Reading

Barykada

Drzwi nie otwierają się zbyt szeroko. Tylko tyle, żeby uchylić i przecisnąć się przez przesmyk. Z zewnątrz przyłożyliśmy dużą donicę, od wewnątrz postawiliśmy barykadę z krzeseł, stolików, materaców i szafek. Wszystkie drobne szpargały z zewnątrz poustawialiśmy przy stole do bilarda. Przy barze tłoczy się grupka klientów, ostatni którzy zostali w Granadzie. Piją piwo, zamawiają koktajle, reaggeton trwa w najlepsze. ‘Bajar la musica’ mówi głowa Freddiego, reszta ciała wciąż kontroluje wejście z zewnątrz. Słychać huk pistoletów, nie mamy pewności czy ostra amunicja czy może guma. Wszystko jest możliwe. Przed  kilkoma godzinami byliśmy świadkami jak tuż przed wejściem policja opałowała grupkę ludzi […]

Continue Reading