Butelki z benzyną i kamienie

Z lewej strony placu dobiegają okrzyki. Pięciu młodych chłopaków biegnie w stronę drzew na ryneczku ile sił w nogach. Po kilku sekundach na ulicę, którą przebiegli przed momentem, spada kilkanaście kamieni. Ląduje też butelka. Po kolejnych kilkunastu sekundach na plac wbiega kolejnych 10 ludzi, krzyczą ‘teraz my, wygrywamy!’ i rzucają kolejną porcję kamieni między drzewa. Po chwili zawahania wracają biegiem w boczną alejkę. BUM. Kolejne dwie petardy hukowe lądują między ławkami, ich śladem leci kilkanaście kamyków i kolejna butelka. BUM. Wszystkie ptaki zrywają się z drzew i pohukują skrzydłami po cichym placu. Po ulicy powoli sunie chłopak z butelką z benzyną zatkaną kawałkiem materiału. Inny macha nożem do mięsa.

W cieniu ulicy jedyny samochód wygląda jak żywcem przeniesiony z rewolucyjnych czasów. Połatany, brudny, stary. Zmęczony. Dokładnie taki sam, jak ludzie, którzy rankiem rozkładają swoje towary na rynku i w cieniu drzew dyskutują o sytuacji w kraju. ‘Ortega jest skreślony’ mówią. ‘To jest głupia sytuacja, zła sytuacja. Turyści wyjadą’. Mają rację. Od rana trwa exodus, młodzi turyści ze zmęczonymi twarzami jadą do San Juan del Sur, na lotnisko i na granicę. Część planowała wyjechać już wcześniej, ale inni zdecydowali o wyjeździe o poranku. Dzień wcześniej, w przerwie między padającymi kamieniami, grupka roztrzęsionych kanadyjskich dziewczyn biegnie na drugą stronę placu i podjeżdża pod hotel po plecaki. ‘Nie chcemy jechać w nocy. Wolimy poczekać na lotnisku, tam będziemy się czuć bezpieczniej‘ mówią. Karen jedzie pod prąd, więc macham do niej i mówię jej, że musi zawrócić. ‘Jak najlepiej się stąd wydostać?’ pyta jeszcze, po czym znika za zakrętem. Trzy minuty później zza zakrętu wybiega grupa pięciu młodych chłpaków, bienie w stronę drzew na ryneczku ile sił w nogach.

Ulice pustoszeją. Dziś kolejny dzień.

You may also like

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *