Barykada

Drzwi nie otwierają się zbyt szeroko. Tylko tyle, żeby uchylić i przecisnąć się przez przesmyk. Z zewnątrz przyłożyliśmy dużą donicę, od wewnątrz postawiliśmy barykadę z krzeseł, stolików, materaców i szafek. Wszystkie drobne szpargały z zewnątrz poustawialiśmy przy stole do bilarda. Przy barze tłoczy się grupka klientów, ostatni którzy zostali w Granadzie. Piją piwo, zamawiają koktajle, reaggeton trwa w najlepsze. ‘Bajar la musica’ mówi głowa Freddiego, reszta ciała wciąż kontroluje wejście z zewnątrz. Słychać huk pistoletów, nie mamy pewności czy ostra amunicja czy może guma. Wszystko jest możliwe. Przed  kilkoma godzinami byliśmy świadkami jak tuż przed wejściem policja opałowała grupkę ludzi ‘za stanie’. Zza małego amfiteatru wyłania się trójka policjantów. Podchodzą do sześciu ludzi stojących po drugiej stronie ulicy i już na wejściu traktują trzech z nich pałami po nerkach. Carlos, lokalny artysta sprzedający własnoręcznie zrobioną biżuterię, stoi z nimi, ale po takiej prezentacji wskakuje szybko na rower i chwiejąc się, znika w parku.

W mediach mówią o ofiarach w innych miastach. Tutaj też chyba ktoś zginął, nie jesteśmy pewni. Kontaktuje się z kolegą, który jest teraz w centrum wydarzeń.’U Was wszystko gra? Powiedz wszystkim, żeby zostali w domu, bo tutaj jest dużo policji. Oni robią dużo złego dla społeczności, dla Granady. Zostań tam. Zostań w domu. W tłumie jest źle, ale ja żyję. Bądź w kontakcie’.

Jesteśmy w kontakcie. Kolejny dzień mija.

/na zdjęciu Leon, północna Nikaragua

You may also like

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.