Blizny

Ana ma 25 lat. To bardzo ładna, szczupła dziewczyna z kilkoma widocznymi tatuażami, spokojnym uśmiechem na twarzy i bliznami na ciele. Stoimy w recepcji jednego z hosteli w Kostaryce, gdy zwracam jej uwagę na te blizny. ‘Skąd je masz?’ – pytam. Równy rządek kilku blizn na nadgarstku. Wyglądają na cięcia od noża lub innego ostrego przedmiotu, bardzo częsty znak samookaleczeń. ‘Kiedy byłam w 3 klasie byłam ofiarą bullyingu.’ – odpowiedź utwierdza mnie w przekonaniu, że Ana musiała się okaleczać. Wygląda na wesołą osobę, ale często weseli ludzi mają bogactwo problemów w głowie, o którym nieświadomy świat zewnętrzny nie dyskutuje. Nie spodziewałem się jednak tego co dodała po kilku sekundach – ‘Pewnego razu wracałam do domu ze szkoły i nie miałam już gdzie uciekać …’

Nie miała już gdzie uciekać. Jak zawsze kończyła się droga ucieczki, a wraz z nią zaczynała się zabawa.

Była chuda, zbyt chuda jak dla nich, ale przecież to właśnie ten szczegół przyciągnął ich uwagę. Zbliżali się, byli już na tyle blisko, że nie pozostało jej nic innego jak tylko wyciągnięcie rąk w błagalnym geście i krzyk.

Widzisz ich twarze tylko przez moment. Później starasz się zasłaniać. Chowasz się pod rękoma, tulisz do ziemi i płaczesz do wewnątrz, bo na zewnątrz już nie możesz. W Meksyku jest sporo narzędzi zabaw. Razów nie liczyła, te zdarzały się za często. Człowiek przywyknie do wszystkiego, nawet do uderzeń, popchnięć, plwocin i pogardy. Gorzej, gdy do akcji wkroczy sprzęt. Sprzęt jest różnoraki, wcale nie tak łagodny jak możnaby zakładać. Raz za razem na jej ręce i nogi opadały noże i nożyczki, raniąc ją na tyle głęboko, że krwawiąć traciła siły na ulicy. Obcięli jej włosy, w pozostałe przy głowie strzępki powlepiali gumy. Po chwili znudzili się i odeszli, zostawiając ją na środku ulicy. Przyśpieszony oddech, chwila uspokojenia. Ból, piękący ból od uderzeń, wibrujący od okaleczeń. Ból istnienia od słów. Kiedyś podpalili linijkę i przyłożyli jej do nogi i czekali aż zaskwierczy. Plastik topił się wraz z krzykiem. Nie przestawali.

Myślisz, że to tylko jeden dzień? To codzienność. Dzień po dniu, nie zawsze z ranami otwartymi. Zawsze inaczej, chociaż za każdym razem tak samo. Minie jednak rok, miną dwa i szesnaście. Rany się zabliźnią, psychika zresztą też. Wtedy miała 9 lat. Jej rówieśnicy – skarlone, małe katy – również.

‘Wiesz, później ja sama robiłam to samo innym. Znaczy nie to samo, bo nigdy nikogo nie pocięłam nożem. Ale to ja maltretowałam innych’ – dodała Ana po chwili milczenia. Wiem o czym mówi. Sam przeszedłem podobną drogę – nigdy mnie nikt nie pociął, ale kilka obrzydliwych sytuacji się zdarzyło. A później, gdy się to wszystko nagle urwało sam stałem się kotem, który znalazł myszy w nowej klasie. ‘Maltretowanie to dobre słowo?’ dodaje ze śmiechem, szukając odpowiedników, które opisują znęcanie się nad innymi.

Dlaczego Ty?’ pytam, chociaż znam odpowiedź. Nie ma klucza. Jesteś szerszy, węższy, bielszy, ciemniejszy, niższy, wyższy, albo Twoja skóra świeci się w zły sposób. ‘Byłam za chuda, wiesz same kości i skóra’. ‘I wyrosłaś na piękną dziewczynę’ dodaje, co podsumowuje krótkim śmiechem. Wszyścyśmy byli uczestnikami tej gry: albo brutalnej psychicznej zabawy oprawców z ofiarami, albo szokującej fizycznej siły manifestującej się na słabszych lub bezbronnych. Pozostają blizny, pozostaje ślad nienawiści na języku i pamięć bezradności. Bullying. Inna nazwa na określenie zezwierzęcenia człowieka.

Naszą rozmowę przerwało zamknięcie recepcji. Ana rozmawia z klientem, a ja zastanawiam się nad tym, dlaczego bullying jest tak popularny w szkołach publicznych.

Leave a Reply