Senne zwidy

kk

Sny zą zabawne.

Tak nieprzewidywalnie, brutalnie zabawne. Wie to każdy, kto próbował we śnie zeskoczyć ze schodka i obudził się z tym dziwnym uczuciem spadania, wiążącym żołądek i zsuwającym skarpety. Przez kilka mili-sekund dalej spadasz, a wszystko dookoła miesza się już z rzeczywistością; więc uczucie jest podwojone – wiesz, że spadasz, ale też wiesz, że jesteś u siebie w łóżku. Zanim mózg zarejestruje, że coś tu nie gra, czujesz się jak na dobrej karuzeli.

Ale sny są zabawne też z innych względów. Weźmy na przykład mój wczorajszy sen, pastisz wszystkich filmów z lat 80., których jestem fanem. I mean it prawdziwy pastisz, skoki z jednej lokacji w drugą, grupa przypadkowych aktorów, którzy wczuli się w swoje role jak Di Caprio przed Oscarem. Wprowadzę Was na szybko …

Wyjeżdżam powoli z oazy na piasek. Przede mną długa droga wśród kamieni i piasku, ale widoki rekompensują wszystkie niewygody. Mam wrażenie, że nie byłem w podróży tak długo, że aż mięśnie wyobraźni zastygły i aż boli kiedy próbuję wyobrazić sobie co będzie tam przede mną. Idę więc przed siebie, powoli przyzwyczająjąc umysł do codzienności wypraw – wyłącz myślenie o wygodzie, nie myśl o elegancji, nie przejmuj się zmęczeniem …

Za mną słyszę jakiś hałas, obracam się i …

Morze. Pełne morze, a ja na plaży. Z plecakiem, zaskoczony chyba bardziej niż narrator u Georga Martina podczas weselnej rzezi. Co się stało, jak się znalazłem na tej cholernej plaży? I dlaczego mam na sobie buty …

Rozwiązała mi się sznurówka, więc schyliłem się i ją zawiązałem. Kiedy się podniosłem sceneria jeszcze inna, środek lasu. Wiem, że przed chwilą biegłem za bratem i nie mogłem go dogonić. Musiałem zawiązać sznurówki, bo przed chwilą buty mi spadły. Były jakieś stare i lekko podziurawione, więc usiadłem na korzeniu jakiegoś starego drzewa i ściągnąłem je na moment. Po kilku minutach wylegiwania się obok moich stóp stały nowiutkie, bielutkie buty, z idealnymi sznurówkami, które – mogę przysiąść – na pewno nie chciałyby się rozwiązywać.

Obudziłem się skołowany jak wiertło w wiertarce. Zastanawiałem się gdzie się podział mój plecak z Sudanu, dlaczego nie jestem opalony po plaży i gdzie do cholery zostawiłem te nowe, białe buty.

Nie wspominam już o tym co się działo dookoła. Na pustyni byli handlarze antykami, na plaży luzowała się grupa surferów, a w lesie biegałem ze znaną sportsmenką z pierwszych stron gazet i czołowych hashtagów Twittera.

Od początku roku nie piłem, chyba mój organizm nie radzi sobie z taką ilością czystej krwi w krwioobiegu.

Leave a Reply