Abażur

http://www.writerscafe.org/uploads/stories/7fb1ddc18a0b70ec6d1fd940665df509.png

Abażur nie stanowił najpiękniejszego elementu tego pokoju. Brzydził się nim trochę, bo w dzieciństwie wrzucił do środka trochę jedzenia i obawiał się, że duchy tych resztek tkwią w nim do dziś. Czarę goryczy przelewało każdorazowo włączenie światła, które wyjątkowo niechętnie wyzierało spod tej ohydnej, żarówkowej osłony. Dziś spoglądał na niego rzadko, ale nawet teraz nie miał serca go wyrzucić. Ewidentnie przywiązał się do niego.

Fantastyczne kształty tejże umbry stanowiły dowód – marnego swoją drogą – gustu jego rodziców. Grzeszne połączenie najgorszych możliwych kolorów i sflaczałych od ekstrawagancji wzorów, dodawały jej ten komiczny wygląd przedmiotu cyrkowego. Hiacynt, który jakimś cudem usechł tuż obok, oparł swoją główkę o żółtą ścianę i udawał żywego. Irytująca powtarzalność materii. Jej nigdy nie przeszkadzało to jawne morderstwo na guście, powtarzała cierpliwie: „Kochanie, skoro tak ten pokój zostawili nie powinniśmy nic zmienić!”. Lidia – pomimo wrodzonej łagodności – miała jednak rację, wypadało zostawić wszystko w takim stanie. Łudził się, że uda mu się zmienić chociaż jedną rzecz w tym mikroskopijnym muzeum własnego dzieciństwa, ale dotychczas udało mu się jedynie przestawić ołówek z nakastlika do słoika z kredkami przy fotelu. Mocny początek! Na swoje szczęście do tej części starego domu zaglądał rzadko. Operował przede wszystkim na dole, w salonie i swojej dawnej sypialni. Pokój rodziców umościł się w dalekiej części ostatniej kondygnacji, z daleka od jego czujnych zmysłów.

Rozmyślania przerwał dzwonek u drzwi. Starszy pan z uśmiechem przestąpił próg i wpadł wprost w ramiona jego żony. „Urlop skończony, miło Was widzieć!” rzucił tubalnym głosem i zawiesił płaszcz w przedpokoju. Wrócił po wielu tygodniach, podczas których Tomek starał się nie rozmyślać o tym czy wróci, ale raczej kiedy. Zszedł po kilku schodach i lekko przytulił ojca. Żadna osoba w jego życiu nie miała na niego takiego wpływu, zamierzał mu o tym opowiedzieć wieczorem w salonie. Źdźbło uśmiechu wykwitło mu na twarzy.

Każdy cykl ma swój początek. Pokój zaczyna się abażurem, a raczej abecedariuszem.

Leave a Reply