Koń

http://a635cd99f38456639203-2d88ba6b1b758a5540e0fb9fbe234b94.r52.cf2.rackcdn.com/878b68e6e4219d7ad8c8fb8271601170-31b0069fb80e1bde4a6a9aaaeae5f856.jpg

Pamiętał pierwszy wiatr. I oszałamiający zapach traw, od którego świat kręcił się jak oszalały.

Jeszcze wcześniej pamiętał pierwszą wodę, której idealną toń mącił Lama swoim prastarym słowem. To z niego powstał ten wiatr, burząc spokój, wirując wszystkimi smakami stworzenia. Z wiru wyrósł też ogień, który rozprzestrzenił się szybko i wraz z wiatrem przetańczył swym pierwotnym tańcem wszystkie ścieżki wszechczasów.

Pamiętał jak powstał step, a wraz z nim inne ziemie. Pierwsze 9 rzek, które przedzieliły bezkresną przestrzeń traw. Stał na nim, tuż po szaleńczym tańcu Dażboga z Suarrem, którzy zostawili ziemię suchą i czarną. To wtedy Medeina i Ash zabrali się do pra-sadzenia, pierwszego porostu. Dotykali ziemi, płacząc nad jej smutnym stanem nierozkwitu. Od tej pory ona dbała o wszystkie istniejące rośliny świata, a on zabierał zniszczeniu skrawki ziemi i odradzał ją na nowo, wyrastając roślinami w samym środku pustynnego chaosu.

Pamiętał też jak Tate prowadził ich przez te suche ziemie, z powrotem do krainy traw. W milczeniu przemierzali pierwsze ziemie i widzieli jak pojawia się na nich coraz więcej życia. Widzieli też jak skończył się pierwotny taniec chaosu, ustępując miejsca wściekłej ciszy harmonijnego rozwoju.

Spoglądał w odległą przestrzeń wspomnień, a serce z kamienia zmiękło mu, aż przypomniało watę nasączoną wszystkimi możliwymi uczuciami. Z przyzwyczajenia bardziej niż z przyjemności zarżał, a jego rżenie obiegło wszystkie stepy świata i dotarły do uszu wszystkich stworzeń w przeszłości i przyszłości. Ogarnięty pragnieniem wolności zarżał ponownie i podrzucił grzywę ku gwiazdom. Dawniej z góry spoglądał na niego Inti, który wraz z Atarapą i Atanuą wschodził i zachodził na czarnym sklepieniu niebios. Skłaniał im wtedy głowę z szacunkiem i klęczał na jedno kolano. Dziś widział tylko miliardy gwiezdnych świateł, które każdym mignięciem świadczyły o upływającym czasie. Nie mógł się ruszyć, nogi miał unieruchomione. Widział w małym kwadracie nieba połyskujące z daleka wielkie Oko, które przeszywało go po sam kres samoświadomości. Przed laty w takich chwilach Sia głaskała go po szyi i szeptała słowa mądrości, a on przymykał swoje źrenice w przypływie pożądanego szczęścia. Dzisiaj widział już tylko to samotne Oko, gdzieś w głębi nieboskłonu, gdzie kolory traciły swe znaczenie.

W zgodzie z samym Orim, wciąż się tym zachwycał. Każdym dniem, każdym tchnieniem, każdym cudem. Wiedział, że aż po wsze czasy będzie obserwatorem, wolnym w zniewoleniu, z kajdanami uprzęży i siodła.

Teraz dotykały go inne ręce. Małe, równie miękkie i niewinne, z równie wielką mocą. Nie były to jednak ręce bóstw, nie przebywał już na stepie z Pierwotnymi. Kiedy obszedł świat dookoła, zatrzymał się. Kiedy zdobył oba bieguny poczuł nowy zew.

Teraz służył dzieciom, lewymi nogami dotykając północnego bieguna, prawymi tego południowego. S-koń-czony, na biegunach.

Napisany z dedykacją, bo wszech-tworzenie potrzebuje muz.

Wytrwale, w niewoli, dąż do szczęścia i wolności. Przymknij źrenice i spróbuj zajrzeć w Oko.

One Reply to “Koń”

Leave a Reply