Portret optymisty

Cześć. To myśli jeszcze-nie-30-latka-ale-już-niedługo. Obiecałem sobie, że do 30 będę milionerem, doktorem uczelni, który coś w życiu osiągnął. Magicznej trójki jeszcze nie ma, ale powoli się zbliża. Miliona nie ma, doktoratu nie ma. Sukces jest. Czuję, że wszystkie moje marzenia się spełniają. Już jestem milionerem, a doktorat to kwestia podejścia do siebie samego. Co prawda nie mam miliona na koncie i ph.d. / dr po nazwisku, ale wygrałem i zarobiłem więcej niż większość ludzi przez całe życie. Jeśli to nie jest bogactwo, to czym ono jest?

Ale na początku muszę się do czegoś przyznać. Zabiłem człowieka.

Siedzieliśmy razem na tej żółtej skale, tuż przy brzegu oceanu. Było spokojnie, raczej bezchmurnie. Popchnąłem go leciutko, ot tak, wprost w szarą toń wody. Wcześniej oglądaliśmy gwiazdy razem – on uczepiony tej żółtej skały jak zbawienia, z chłopięcymi oczami marzyciela; ja z coraz smutniejszym wyrazem twarzy, oczami zabójcy.

Wpadł do wody nieproszony, rozpanoszył się tak jak wcześniej panoszył się po moim życiu. Tarzał rękami po falach, tak jak wcześniej tarzał się po mojej wizji świata; wierzgał nogami, jak wcześniej w podkrakowskim miasteczku po kolejnych nieudanych wyprawach. Patrzyłem w jego oczy, które blakły powoli pod wodą, aż w końcu nabrały koloru oceanu. Spadał powoli na dno, zabierając ze sobą to, co było mi najbliższe. Ocean zaakceptował go i pociągnął ciało ku swoim głębinom. Po chwili wzburzony moim stoickim podejściem opluł mnie kolejną falą, złorzecząc mewami i hukiem poruszanej wody. Zwalił się swoim potężnym cielskiem na moje stopy i po chwili znów groźnie się podniósł, pokazując że w jego domu nie jestem mile widziany.

Później tylko raz witał mnie z otwartymi rękoma, wiele lat później.

Stałem na brzegu basenu i patrzyłem jak wszystkie dzieci skaczą do wody. Głębszej wody. Dzieci są okrutne, ale potrafią przekonywać. Biorą patyk i dźgają, mówiąc różne śmieszne rzeczy ‘Poradzisz sobie!’, ‘cienias!’, ‘dupek-nie-umie!’. Ha ha, hy hy. Śmiesznie.

Skoczyłem.

W góry tafla wody, nogi dookoła mnie. Moje też jakoś nie umiały znaleźć oparcia. Błądziły po omacku, jak ślepe. Wciągnąłem do ust wodę, wraz z jej defektami – wciągnąłem jak ciało obce, oblała moje wnętrzności jak żar. Parzyła mnie w usta, w podniebienie, w oddech. Chociaż nie, oddechu nie było. Były gwiazdy, był spokój, było super-średnio, bo nie udało mi się udowodnić, że jednak potrafię. Czyli oni mieli rację, jestem cieniasem, dupkiem, który nie umie pływać. I nigdy się nie nauczy, bo już nie ma na to czasu. Było straszno-śmiesznie, jak w sumie zawsze.

Ratownik zacumował mnie do brzegu, gdzie zapytał z tym wszystkowiedzącym tonem dorosłych „Kurwa, mały. Powaliło Cię? Czemu skaczesz do wody, jak nie umiesz pływać?!”. Cholera, czemu nie wiedział tego, jak to jest nie umieć?! Może miał ojca, który mu pokazał jak, może brata. Może sam się nauczył, rzucając się w toń jeziora jak później ja w objęcia przygodnych dziewczyn. Ale nie umieć jest strasznie. Pragniesz wiedzieć jak, ale NIE UMIESZ. Dla Ciebie to nic, dla dziecka to tragedia.

Nigdy już nie czułem się dobrze w basenach. Ten wszechobecny chlor, którego po dziś dzień darzę szczerą nienawiścią. Lubiłem morza, oceany, jeziora czy rzeki. W basenie czułem duszność, obecność innych ludzi, ich wzrok i myśli. Tak naprawdę nie pływałem w wodzie, ale w nich – pływałem rozpychając dłońmi ich wierzenia, opinie, wzrok. Widziałem w nim siebie, nie-małego, nie-dużego, nie-chudego, nie-zbyt-grubego chłopczyka, którego jedynym przyjacielem był on sam. Machałem nogami i odpychałem śmiech, pogardę i agresję. Próbowałem zaczerpnął powietrza, ale w płuca wpadały mi przekleństwa, wyzwiska i plwociny. Dobijając do brzegu po pierwszej długości basenu czułem tyle miłości do świata, że miałem ochotę ją wyrzeźbić i postawić w centralnym punkcie miasta.

Miałaby postać wielkiej-małej rączki, z misternie wyrzeźbionymi palcami. Jeden z nich, ten środkowy, stałby dumnie obok swoich mniejszych braci i patrzył na przechodniów z wyższością.

Ukształtowały mnie rzeczy wyszydzane: książki, Trójka, Kapuściński i wielu innych pisarzy. Moimi przyjaciółmi byli Wiewiórka i Sokole Oko, Winnetou, Romek, Tomek i A’tomek. Moją pierwszą dziewczyną była Marysia (też z książki, ale już nie pamiętam jakiej), która zawsze pomagała mi w zrozumiewaniu rzeczy. Tak, zrozumiewaniu. Uczyłem się rozumieć na bieżąco, ona mi w tym pomagała. Kształt swojej skorupki zmieniłem pod wpływem podróży i czasu. Od dzieciństwa minęła ledwie chwila, ale w sumie dużym dzieckiem zostałem do dzisiaj i, najpewniej, zostanę na zawsze.

Kiedyś byłem próżny, bardzo pragnąłem być w centrum uwagi. Zawsze. Uwagi, której nigdy wśród innych dzieci nie miałem. Dlatego pierwszy ze wszystkich na osiedlu zacząłem przeklinać, nie wiedząc, że kilka lat później przyjdzie mi bronić wulgaryzmów w językach, ich rodowodu i miejsca w mowie. W przepełnionym brutalną codziennością osiedlu chroniłem się w książkach i komiksach. Patyk służył mi za miecz, pistolet i laskę podróżnika, choć najczęściej po prostu za towarzysza wypraw. Za moim blokiem był mały placyk, który miał być początkowo zabudowany, ale przez lata tylko stał ze swoimi płytami betonowymi tuż obok osiedla, zarastając krzakami jak broda menela. Z roku na rok coraz więcej włosów wystawało mu z nosa i uszu, szkła butelek skrzypiały mu pod butami, a odór zapijaczonych przyjaciół odbierał chęci wizyty. Ale to nadal był plac tuż pod moim domem, gdzie rzadko zapuszczały się inne dzieci. Obok była stara piekarnia, pewnie dlatego do dziś tak lubię świeży chleb i bułki. Codziennie rano wstawałem i czułem woń pieczywa, tak apetyczną, że wystarczyłoby posmarować masłem i się zajadać. Wstawałem rano z nienawiścią do szkoły, ale z kolejną książką i gnałem tam jak opętany bo kolejna lekcja oznaczała kolejną przygodę w wyobraźni. Chwytałem patyka i byłem korsarzem, zdobywcą, wojownikiem. Wiecie jak to jest potrafić wszystko? W głowie płakałem razem z bohaterami, uśmiechałem się do ich sukcesów, doceniałem ich wygrane i pocieszałem po porażkach. Nawet po tym jak w moim życiu pojawili się pierwsi znajomi i przyjaciele pozostawałem wierny swoim książkowym przyjaciołom, jedynym pierwotnym, którzy nigdy mnie nie zawiedli (ps. na całe szczęście moi prawdziwi przyjaciele też mnie nigdy nie zawiedli!).

Pewnego dnia zmarł pan Franek, przyjaciel babci. Wszyscy dookoła mówili o nim jak o denerwującym starcu, który tylko sprawiał problemy. Był rolnikiem, który przez wiele lat utrzymywał swoje gospodarstwo w stanie opłacalności. Jego syn miał żonę i dzieci, mieszkał obok jego starego, rozpadającego się domu. Wybudował cudowny, nowoczesny dom, który pan Franek omijał szerokim łukiem. Obserwował swojego syna jak obcą osobę, kłócąc się z nim i z innymi ludźmi w okolicy. Ale moja babcia go lubiła, a znała go kilkadziesiąt lat. Dogadywali się świetnie (teraz po latach myślę, że trochę lepiej niż mogłem zakładać). Pewnego wieczoru patrzyłem jak przytulają się do siebie, wdowa z wdowcem. Ona 30 lat bez dziadka, on całe życie bez zrozumienia. Nie lubili go, bo był mocno specyficzny, nawet po jego śmierci z niego szydzili.

Przycupnąłem przy stoliku i zapytałem go o historię. Zawsze tak robiłem, bo opowiadał naprawdę ciekawe rzeczy z przeszłości. Dziś wiem, że część z nich była bardziej wytworem jego wyobraźni albo starczej anemii pamięciowej, ale sporo było w nich prawdy. Opowiedział jak szedł wzdłuż jednego z krakowskich murów podczas wojny i widział śmierć. Ja miałem 6 lat. Nie widziałem nigdy śmierci. Widziałem pana Franka, który to opowiadał i myślałem o tym czemu ludzie są dla siebie okrutni. Czemu się zabijają, czemu mnie wrzucają do kosza na śmieci, czemu nie lubią pana Franka.

Po latach myślę, że to właśnie te wyszydzane rzeczy sprawiły, że jestem kim jestem. I uwielbiam doceniać ludzi, nawet jeśli tego nie widać. Piszę te słowa w pociągu i cudowne miasteczko gdzieś w Europie miga mi przed oczami. Uśmiecham się jak przystało na wariata społecznego. No bo wyszydzony optymista właśnie trafił w nowe, ciekawe miejsce, gdzieś na skraju świadomości (nie zaczyna się zdania od ‘no bo’? A właśnie, że się zaczyna, patrz i płacz!). Było warto, nieprawdaż?

You may also like

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.